piątek, 5 grudnia 2014

URODZINY MARSZAŁKA JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO 5 GRUDNIA 1867 R

                           Wypoczynek Marszałka nad ukochanym Niemnen
Wiersz Anny Rudawcowej ku czci MARSZAŁKA POLSKI JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO
 
Ballada o rycerzu bez skazy i bez trwogi
Bywa tak, że w bajce nieraz 
Słychać prawdy twardy zgrzyt, 
Bywa tak, że prawda szczera 
Jest jak bajka, jest jak mit. 
I są czyny tak skrzydlate 
I są słowa, których treść 
Trzeba ubrać w złotą szatę 
I złotymi nićmi pleść: 
Czy to bajka, czy ballada 
Czy to prawda, czy to mit?... 
Patrz - tam klęczy postać blada 
I kajdanów słychać zgrzyt. 
Była możną, dumną panią, 
Pierwszą wśród królewskich cór, 
Lecz zły smok się zawziął na nią, 
Srogi smok w kajdany skuł. 
Opuszczona w poniewierce, 
Wiara w wolność - to jej broń 
Ból rozdziera, krwawi serce, 
Wieniec z cierni zdobi skroń. 
Kto pośpieszy jej z pomocą, 
Kto łańcuchy zdejmie z rąk, 
Kto zwycięży ciemne moce 
I zaklęty złamie krąg? 
Ciężko wejść na szklaną górę 
Gdzie potworny wstrętny gad, 
Co królewską więzi córę 
Czuwa u żelaznych krat. 
Mija czas... pewnego razu 
Wieść gruchnęła, cudna wieść 
Rycerz dzielny i bez skazy 
Idzie, śpieszy pomoc nieść. 
Nie miał skarbów ni korony, 
Jeno prawe serce miał, 
Więc królewnie uwięzionej, 
Smutnej Pani serce dał. 
Leci wieść: już Rycerz blisko, 
Z głodu, znoju, śmierci drwi, 
Jeno szablę mocno ściska 
I krzaczaste marszczy brwi. 
Idzie we dnie, idzie w nocy 
Poprzez gęsty borów szum, 
Wiedzie z sobą do pomocy 
Szarych chłopców szary tłum. 
By królewnę z ręki obcej 
Wydrzeć, skruszyć czarów moc. 
Giną, giną szarzy chłopcy 
Walczy rycerz dzień i noc. 
Nie zna strachu, nie zna klęski, 
Jeszcze jeden, drugi krok - 
Już u celu Wódz zwycięski' 
Zginął w walce podły smok. 
Zginął, przepadł, nie powstanie, 
W proch się sypie krwawy bicz, 
A u nóg królewskiej Pani 
Płonie ogień, płonie znicz. 
Czary znikły bez powrotu, 
Przed Królewną prosty szlak, 
Znowu zerwał się do lotu 
Biały Orzeł - dumny ptak. 
No a Rycerz ? Co z Rycerzem? 
Czuwał przy swej Pani On, 
Aż pewnego dnia na wieży 
Dzwon zapłakał smutny dzwon. 
Coraz głośniej, tęskniej dzwonił 
Ziemię okrył czarny cień... 
Dumna Pani łamie dłonie, 
Przyszedł dla Niej straszny dzień. 
Dumna Pani jest w żałobie: 
Ten co był bez plam i skaz, 
Srebrny Rycerz leży w grobie 
Srebrny Rycerz cicho zgasł. 
Już nie ściska szabli w ręce 
Już nie marszczy groźnych brwi 
Bo się spalił w trudach, w męce, 
Bo za dużo dał swej krwi. 
Odszedł więc w niebieskie progi 
Poza ziemskich cierpień wał - 
Rycerz dzielny i bez trwogi 
Co swej Pani życie dał 
Ale dusza Bohatera 
Czuwa, patrzy w nowy świt... 
Bywa tak, że prawda szczera 
Jest jak bajka, jest jak mit. 
Bywa tak, że nie ma zgonu 
Tam gdzie wielkość walczy ze złem 
Śpi pod wieżą srebrnych dzwonów 
Srebrny Rycerz srebrnym snem.
                                   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz