niedziela, 19 lipca 2015

NAUCZYCIEL, KIEROWNIK SZKOŁY, DZIAŁACZ POLSKIEGO ZWIĄZKU NAUCZYCIELSTWA I KSIĄGARNI "OGNISKO" MICHAŁ RUDAWIEC

ODGRZEBANE OKRUCHY ŻYCIA
Taki tytuł ma jeden z rozdziałów książki Wiktora Woroszylskiego znanego poety, prozaika i publicysty pt. „W dżungli wolności” w której opisuje swoje zetknięcie się  z artykułem profesora Jerzego Fiećki pt. „Anna Rudawcowa – dzieje zesłania i jej sybirska poezja”.
Fragment z tego rozdziały przytaczam w całości, gdyż dotyczy on nie tylko mojej mamy Anny Rudawcowej, ale również mojego taty Michała Rudawca zawsze spiskującego przeciwko okupantom, (zarówno Bolszewikom jak i Niemcom).
Oto co pisze – „Inny nadawca, nie ujawniony, przysłał mi kilka numerów drugoobiegowego pisma „Czas Kultury”, wydawanego przez poznański oddział Solidarności Walczącej. Nie wiedziałem przedtem o jego istnieniu i wdzięczny jestem (choć nie wiem komu), że miałem okazję poznać ten ciekawy, choć zdaje się, że niezbyt regularnie wychodzący periodyk.
W jednym zaś z numerów, oznaczonym 8/1989, znów zetknąłem się nieoczekiwanie z czymś, co poruszyło unieruchomione przez dziesięciolecia struny pamięci. Był to artykuł Jerzego Fiećki
„Anna Rudawcowa – dzieje zesłania i jej sybirska poezja”, poprzedzający czternaście powstałych w Kazachstanie wierszy tej autorki. Pierwszy utwór – „Sybirska kołysanka” –zaczyna się tak:

Śpij córeczko, śpij mój synu,
Za oknami wilcze ślepia,
Za oknami nocka sina
Sztywna z zimna śpi na stepie.
Smutny księżyc oczy stracił…
Z białym mrozem w śnieżnym wirze
Błądzą dusze naszych braci
Pochowanych na Sybirze.
Wyją wilki, kruki kraczą,
Mróz lodowe wkłada trepy –
Wiatr chichocze stepy płaczą
Syberyjskie, białe stepy…

Anna Rudawcowa, nauczycielka z Grodna, z dwojgiem dzieci zesłana w kwietniu 1940 roku do posiołka Lubimówka nad Irtyszem, miała wtedy 35 lat. Nie wiem jak wyglądała – chodziłem do innej szkoły, nie tej w której przed wojną uczyła wraz z mężem – ale nazwisko jej było mi dobrze znane, bo często czytywałem w „Płomyczku” podpisane nim opowiadania i wiersze.
A pana Rudawca pamiętam – wysoki, chudy w czarnym płaszczu, utykający na jedną nogę, z wąsami i okalającymi twarz baczkami – miał w sobie coś romantycznego, literackiego, i ten wygląd kojarzył się doskonale z rolą, w której go czasem widywałem, było to bowiem już za Niemców i właśnie pan Rudawiec, konspirator, przynosił do warsztatu szewskiego na ulicy Lipowej „Biuletyn Informacyjny” z podnoszącymi nas na duchu komunikatami z dalekich i bliskich frontów. Co było wcześniej, dowiaduję się teraz z artykułu w „Czasie Kultury”: pana Rudawca NKWD aresztowało było już jesienią 1939 roku i wyrok na niego pociągnął za sobą, zgodnie ze sprawiedliwością nowego typu, wywiezienie na Sybir całej rodziny. Podczas jednak gdy młoda kobieta męczyła się z dziećmi na dalekim zesłaniu, ofensywa niemiecka w czerwcu 1941 wyzwoliła część więźniów z cel na Listosławskiego i z pędzonych na wschód transportów. Także panu Rudawcowi się poszczęściło…
Czy przeżył wojnę i doczekał połączenia z rodziną –nie wiem; w ostatnim roku niemieckiej okupacji nie mieszkałem już na Lipowej. Anna Rudawcowa jak podaje Fiećko po powrocie do kraju mieszkała w Gliwicach i bez rezultatu starała się nawiązać współpracę z pisemkami dla dzieci. Dopiero publikacja w „Czasie Kultury” to powtórny, i niestety, pośmiertny(zmarła w grudniu 1981) debiut grodzieńskiej poetki, którą czytywałem w „Płomyku”

Zawierucha żeby szczerzy,
Wiatr zaprasza ją do tańca,
Cicho!...Zmówcie trzy pacierze
Na paciorkach z łez różańca… ”

W celu wyjaśnienia: przed mającym nastąpić powrotem do Polski  Tata Michał Rudawiec został ponownie aresztowany  pod pretekstem psioczenia na  Stalina i władzę sowiecką, i osądzony na 6 lat więzienia. Po odbyciu tej „słusznej i sprawiedliwej kary”  wrócił do Polski, do Gliwic zmarł w 18 maja 1974 roku.
             Fotografia zroboina bespośrednio po opuszczeniu Sowieckiego więzienia.                          

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz