sobota, 19 stycznia 2013

KONTAKT PO LATACH


Od dłuższego już czasu, a dokładnie od przejścia na emeryturę i publikując w internecie twórczość literacką mojej mamy Anny Rudawcowej, często wspominam naszą wspólną tułaczkę na Sybirze.
Byłem wówczas dzieckiem i jako dziecko na swój sposób przeżywałem wygnanie i utratę szczęśliwego
dzieciństwa w swojej ojczyźnie. Dla mnie wtedy tragizm wygnania, to był ustawiczny głód i zimno, brak chleba i  ciepłego ubrania, wiele innych spraw nie docierało wówczas jeszcze do mojej świadomości. Ja i rówieśnicy moi, koledzy i koleżanki z baraku, praktycznie całymi dniami byliśmy sami, ponieważ matki nasze od świtu do późnej nocy ciężko fizycznie pracowały. I oni podobnie jak ja odczuwali ówczesną nędzną naszą rzeczywistość.
Po 6-ciu latach powrót do kraju, upływały lata, zacierały się w pamięci bolesne wspomnienia, nie było czasu ani chęci na powrót myślami do przeszłości. Naturalna kolej losu, dzieci stały się dorosłymi ludźmi, dorośli już się postarzeli, a syndrom sybiraka pozostał. Kilka dni temu wspomnienia odżyły, gdy moje,  dwie sybirskie koleżanki natrafiły na  stronki internetowe poświęcone twórczości mojej mamy i napisały do mnie, że rozpoznały siebie na zdjęciu załączonym do tych stron. Ucieszyłem się bardzo tym kontaktem i perspektywą wymiany wspomnień z naszego, wspólnego, wykoślawionego przez Sybir dzieciństwa.

To my sybirskie dzieci tuż przed powrotem do Polski w ubraniach z ameryknskich paczek UNRA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz